Stanęliśmy w rogu jakiejś ulicy niedaleko akademii. Było już ciemno, a
jedynym źródłem światła były pobliskie latarnie poustawiane na
chodnikach.
-Na pewno chcesz tam iść?-zapytała Michiko, patrząc na mnie srebrzystymi oczami spod kaptura.
-Tak.-skinęłam głową.-Wreszcie ode mnie odpoczniecie.
-No dobrze, jak chcesz.-westchnęła kobieta. Wygładziła moją opończę i
poprawiła zapięcie w kształcie srebrnego listka. Odchyliła lekko mój
kaptur i pocałowała mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam w
stronę akademii. Po drodze Taku wygramolił się z mojego plecaka i usiadł
mi na ramieniu. Kiedy weszłam do środka, udałam się do recepcji, by
odebrać papiery i kluczyk do pokoju.
-Dzień dobry.-powiedziałam.
-Dzień dobry.-odpowiedziała recepcjonistka, nie odwracając wzroku od jakiegoś zeszytu.-Nazwisko?
-Aiko Kasai.-przedstawiłam się. Kobieta zaczęła czegoś szukać w
szufladzie. Kiedy skończyła, zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem. Dopiero
po chwili zorientowałam się, że chodzi jej o dekolt mojej sukienki,
który dzisiaj był trochę większy niż zwykle. Uśmiechnęłam się niepewnie i
zasłoniłam opończą. Przyjęłam od kobiety teczkę z papierami i kluczyk,
wymamrotałam jakieś podziękowania i skierowałam się do wyjścia. Kiedy
byłam już przy drzwiach usłyszałam głos recepcjonistki.
-Radzę ci tego nie nosić na lekcjach, nauczycielom może się to nie
spodobać. Albo na odwrót, i to aż za bardzo.-zaśmiała się cicho, a ja
poczułam jak na twarz wypełza mi rumieniec. Szybko wyszłam na korytarz i
udałam się w stronę akademika. Otworzyłam drzwi do pokoju, rzuciłam
wszystkie torby i padłam jak nieżywa na łóżko. Kiedy już przysypiałam,
usłyszałam Taku, skrzeczącego w kółko słowo: "alpaka". Moment zajęło mi
zrozumienie o co mu może chodzić, jednak po chwili wyjęłam z walizki
puchatego pluszaka i podałam go pingwinowi. Zwierzak przytulił się do
niego, położył na poduszce i zasnął. Ja po jakimś czasie również
odpłynęłam, ale zaraz potem poczułam lekkie stukanie w ramię. Otworzyłam
oczy i zobaczyłam coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Taku
trzymał w dłoni, znaczy w skrzydle, znaczy w płetwie, znaczy... w
czymkolwiek co on tam ma, małą replikę Mjölnira (swoją drogą nie mam
pojęcia skąd on ją wytrzasnął) i uderzał mnie nią w rękę.
-Taku, co ty odpieprzasz?-westchnęłam.
-Ka-wior! Ka-wior!-zaczął skrzeczeć pingwin, wymachując malutkim młotem.
-I co ja mam zrobić, przynieść ci?-prychnęłam. Zwierzę kiwnęło
główką.-Pierdzielone panisko, kawioru się zachciało w środku nocy.
Ledwo żywa zwlokłam się z łóżka, po czym przebrałam się w szarą bluzę
oraz granatowe szorty i wyszłam z akademika. W drodze do akademii
zobaczyłam kogoś przechadzającego się ścieżką, kilka metrów przede mną.
-Przepraszam!-krzyknęłam. Nieznajomy się odwrócił, a ja do niego
podbiegłam.-Nie wiesz może, gdzie tu jest jakaś stołówka, czy coś?
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz