- Masz wąsy z mleka - wyjaśniłam, oblizując usta i zgarniając słodką piankę.
- Hm? - Dziewczyna spojrzała na swój nos, robiąc zeza. Znowu zachichotałam, podając jej serwetkę.
- I jak? Smakuje? - Spytałam, sięgając po jedno z trzech ciastek.
- Całkiem dobre - Ise pokiwała głową.
- Spróbuj ciastek owsianych jak chcesz - zachęciłam ją, pchając niewielki talerzyk w jej stronę. Zaciekawiona sięgnęła po okrągły wypiek, po czym odgryzła kawałek.
- Czekoladowe lepsze - stwierdziła po zjedzeniu, jednak sięgnęła po kolejne.
- Wiem - mrugnęłam do niej. - Jednak trzeba spróbować wszystkiego - nagle zadzwonił mój telefon. Z zmarszczonymi brwiami spojrzałam na wyświetlacz. - Muszę odebrać - wstałam,wychodząc szybko na zewnątrz budynku. - Coś się stało Badou?
- Inaczej bym do ciebie kur*wa nie dzwonił! - Wysapał do słuchawki. - Dostałem robotę. Wszystko pięknie, ale coś się nie udało - chyba się zatrzymał.
- Wybacz - przerwałam mu - ale mówiłam ci, że juz się w to nie mieszam.
- Siostra! - Zawołał - bratanie poratujesz?
- Nie! - krzyknęłam.
- A pozwolisz mi chociaż dokończyć? - Spytał. - Bo chodzi o to, że teraz szukają ciebie.
- Jesteś idiotą wiesz? - Mruknęłam, pocierając skronie. - Jakim cudem...
- Trochę o tobie nagadałem no - jęknął. - Spróbuję wszystko naprawić.
- Mam nadzieję. Zadzwoń wieczorem i nie daj się zabić - rzuciłam, rozłączając się. Weszłam z powrotem do kawiarni z ponura miną. - Musimy iść - rzuciłam, spoglądając przez okno. Badou... Jesteś idiotą.
- Czemu? Coś się stało? - Ise uniosła pytająco brew.
- Można tak powiedzieć. Musimy po prostu dojść do akademii - wyszliśmy na zewnątrz. Na szczęście było za wcześnie by robiło się ciemno. Rozglądałam się dookoła, podskakując na każdy, najmniejszy dźwięk.
- Co się dzieje? - Nalegała dziewczyna, nie śpiesząc się zbytnio.
- Brat miał kłopoty i próbują mnie zabić, albo złapać. Jeszcze nie wiem -odparłam bez owijania w bawełnę. - Na terenie akademii, nic nie mogą mi zrobić - westchnęłam. - Mój brat jest idiotą.
- Miliko... Ktoś za nami idzie - zauważyła Ise, przyśpieszając kroku.
- Nie idź tak szybko i nie odwracaj się - poleciłam jej szeptem, spuszczając głowę. - Wystarczy, że dojdziemy do Akademii.
Ise?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz