środa, 5 sierpnia 2015

Od Cecidit

Spook zatrzymał się przed bramą Akademii. Zsunęłam się z jego grzbietu i spojrzałam z powątpiewaniem na wielki budynek.
- Nie wiem, czy to był dobry pomysł - powiedziałam do ogiera.
W odpowiedzi szturchnął mnie nosem nakazując iść dalej.
Podeszłam ostrożnie do wielkich drzwi i pchnęłam je. Ustąpiły bez trudu.
Widząc, że Spook chce wejść do środka zastąpiłam mu drogę.
- Zostań tutaj. Konie raczej nie mogą wchodzić do środka.
Posłusznie się zatrzymał, a ja weszłam do środka.
Ruszyłam w kierunku sekretariatu. W pomieszczeniu siedziała jakaś kobieta i rozwiązywała krzyżówki. Chyba nawet nie zauważyła, jak weszłam.
- Przepraszam - zaczęłam. Sekretarka nie zareagowała i dalej wpatrywała się w obiekt swojego uwielbienia (krzyżówkę ma się rozumieć).
Zirytowana wyszarpnęłam jej bloczek kartek z pod długopisu.
Uniosła głowę i spojrzała na mnie z naganą. Oddałam jej książeczkę jakby nigdy nic i powiedziałam:
- Dopiero tu przyjechałam...
- Cecidit Black? - nie dała mi dokończyć.
- Podobno - mruknęłam.
Wręczyła mi do ręki klucz i plan lekcji, po czym powróciła do krzyżówek.
Jęknęłam sfrustrowana, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do czekającego pod drzwiami Spook'a. Taa... tyle, że nie czekał pod drzwiami...
Stał na środku holu i rozglądał się po olbrzymim pomieszczeniu.
- Spook! - warknęłam chwytając go za uzdę i ciągnąc do wyjścia. - Idę o zakład, że konie nie mogą tu wchodzić...
Urwałam słysząc za sobą czyjś głos:
- Konie nie mogą wchodzić do budynku Akademii.
- To nie jest koń - odpowiedziałam odwracając się. Przede mną stała dyrektorka. - To demon.
Zbyła moją uwagę machnięciem ręki.
- Wszystko jedno - wskazała na Spook'a. - Zabież go stąd. Mamy tu stajnię, tam może mieszkać.
Skinęłam głową i zaciągnęłam ogiera do wyjścia.
Kiedy odprowadziłam go do stajni, o której mówiła dyrektorka poszłam do akademika, żeby się rozpakować.
Otworzyłam drzwi do pokoju nr. 6 (do którego dostałam klucze) i rzuciłam swoje rzeczy na pierwsze lepsze wolne łóżko.
Postanowiłam nieco obeznać się w terenie. Wyszłam z pokoju i wybrałam przypadkowy kierunek.
Dobre pół godziny później mniej więcej znałam rozkład całego budynku. Nie wiedząc, co innego mogłam robić, zaległam na kanapie w salonie i zaczęłam czytać książkę.
Po bliżej nieokreślonym czasie usłyszałam nad sobą czyjś głos:
- Jesteś nowa?
- Nie widać? - odparłam zamykając książkę. Nademną pochylał się...

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz