Miliko oprowadziła mnie po większej części akademii. Była bardzo miła, fajnie się z nią zwiedzało.
Spojrzałem na nią. Trochę się denerwowała.
-Katakumby? Brzmi trochę strasznie, ale też ciekawie. - Byłem bardzo
ciekawy co tam jest. Wtedy spod koszulki wypadł mój czarny ogon,
zacząłem nim machać.
-Rin! Uważaj trochę. - Kuro odskoczył, mało co go nie uderzyłem.
-Przepraszam. - Spojrzałem na niego, zrobiło mi się głupio. Wtedy to dogoniła nas Sonny.
-Ale musiałam się za wami nabiegać. - Zatrzymała się i oparła dłonie o
uda. - Co teraz kombinujecie? - Lekko dysząc uśmiechnęła się
spoglądając na naszą dwójkę.
-Chcę iść tam. - Wskazałem palcem na schody.
-Do katakumb?! Oszalałeś. - Dziewczynie się to nie za bardzo spodobało.
-Czemu? - Skrzyżowałem ręce. - Boicie się demonów? - Zapytałem
odwracając się do nich bokiem. - Właśnie rozmawiacie z dwoma. - Posłałem
im przyjazny uśmiech. "Jeden z nich jest synem Szatana". dodałem w
myślach, wiedziałem jak wszyscy reagują na słowo Szatan. Kontrolowałem
swoje moce i siebie, no dobra czasem traciłem się ale to nie ma
znaczenia... - To jak idziemy? Chodźmy! - Cieszyłem się na samą myśl o
przygodzie jak małe dziecko.
Miliko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz