środa, 5 sierpnia 2015

Od Miliko Cd. Aki'ego

- Dobranoc - szepnęłam do niego, opierając się o poduszki. Położyłam kostkę na zwiniętym kocu, by dać jej trochę odpocząć. Byłam ciekawa czy Isoruke udało się coś załatwić w naszej sprawie.
- Co wam się właściwie stało? - Spytał Kuro, wdrapując się na moje kolana.
- Graliśmy w kosza i jakiś chłopak mnie popchnął. Aki się trochę wkurzył, pobili się, przybiegł nauczyciel, zabrał nas do dyrektorki... Mam zostawać przez cały tydzień po lekcjach - podrapałam kota pod brodą.
- Kiepsko - zauważył Rin, wychodząc z łazienki, Usiadł na swoim łóżku. - Czyli dyrka wam nie uwierzyła, mimo że Aki ma podbite oko a ty skręconą kostkę?
- Nie - pokręciłam głową.
- Czy ty i ten chłopak...
- Co?  Nie - zaśmiałam się, wiedząc co ma na myśli. - Jesteśmy przyjaciółmi. Nic więcej. Oboje dobrze o tym wiemy i na tym wszystko się kończy. Kuro. Błagam. Nie wbijaj we mnie pazurów - poprosiłam demonicznego kociaka.
- Wybacz - zwierzę zeskoczyło na ziemię, podbiegając do Rin'a.
- Pójdę już spać - ziewnęłam, zwijając się w kłębek. Następnego dnia rano obudziły mnie promienie słońca,wpadające przez okno.
- Yrghhh - jęknęłam, przewracając się na drugi bok.
- Wstawajcie oboje. Bo inaczej się spóźnicie - zauważył z uśmiechem Rin, poprawiając włosy przed lustrem. Zdrową nogą kopnęłam materac nade mną.
- Aki! Rusz tyłek. Trzeba wstawać - ziewnęłam szeroko, spuszczając nogi na ziemię. Nagle przed moimi oczami pojawiły się stopy blondyna. - Zabieraj mi te śmirdziele sprzed twarzy - zaśmiałam się, trącając jedną z nich.
- Wczoraj się myłem, więc nie śmierdzą - odpowiedział chłopak z uśmiechem. Po pół godzinie w trójkę szliśmy do akademii. Mimo że z moją kostką nie było tak źle, Akinori uparł się by mi pomagać.
- Zaczekajcie! - Zawołał ktoś za nami. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy biegnącego w naszą stronę Maresuke. - Jak tam?
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, kuśtykając powoli dalej.
- Ale masz śliwę! - zawołał Mare na widok twarzy przyjaciela. Muszę przyznać, że nawet ja się zaskoczyłam, kiedy zobaczyłam go rano. - A właśnie - rudowłosy podszedł do mnie. - Jak to bywało gorzej?! - Poczekałam aż skończy na mnie krzyczeć, po czym podeszłam do niego ze spokojem. Położyłam mu ręce na ramionach i spojrzałam w oczy.
- Skarbie. Kiedy miałam osiem lat z bratem kradłam samochody - poklepałam go lekko po policzku. - Są gorsze rzeczy niż skręcona kostka. - Posłałam mu szeroki uśmiech, po czym ruszyłam dalej.

Aki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz