- Naprawdę muszę tam iść? Po co mi jakaś akademia. - jęknęłam, podczas gdy matka i ojciec opowiadali mi o jakiejś akademii.
- Będziesz mogła straszyć. - uśmiechnął się ojciec. Czasami mnie irytował z tym głupim "straszeniem". Ja nie chciałam straszyć! To jest robota upiorów i takich tam.
- Może poduczysz się jazdy konnej? - powiedziała matka, co już bardziej przypadło mi do gustu. Miałam własnego konia, a ściślej klacz, o imieniu Lina. Rzuciłam ostatnie, tęskne spojrzenie za siebie na stajnie, gdzie przebywały wszystkie konie. W piekle dużo jest ognistych rumaków, Niekiedy nawet mają skrzydła. Lina właśnie była skrzydlata. Teraz będe miała dla niej mniej czasu, przez tą akademię.
- No dobra. - mruknęłam pod nosem. Gdy rodzice się na coś zdecydowali, nie łatwo ich powstrzymać.
Wkroczyłam do akademii. Nie wyglądała na tak starą, jak mi opowiadano. Ale słyszałam, że jest tu mało uczniów. Tym lepiej. Nie życzę sobie towarzystwa. Najgorzej by było, gdyby mi przydzielili pokój z jakąś inną osobą.
Po jakimś czasie, po jakiejś mowie powitalnej dyrektorki, powiedziała mi wreszcie gdzie jest mój pokój. Na szczęście powiedziała, że mieszkam sama. I dobrze. Jednak nadal byłam zła. Czym prędzej poszłam tam, gdzie znajdować miał się mój pokój. Choć było wcześnie, słońce już wstało. Nie wiem czemu, ale się z tego powodu cieszyłam. Moja anielska część mi tu zawadza... Chociaż mogłabym być pełnej krwi aniołem. Miałabym ładne skrzydła. Nagle zauważyłam osobę, która szła prosto na mnie. Oczywiście na mnie wpadła, co tylko mnie zirytowało.
- Uważaj jak chodzisz! - warknęłam do nieznanej mi osoby, która teraz wylądowała na podłodze.
Ktoś?
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Od Ise
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz