- Czyli co? Znowu tam jedziesz? - Spytał się brat, wypuszczając dym z papierosa przez okno. Staliśmy w niezłym korku już od dobrej godziny. W sumie od wyjścia z domu nie odzywałam się do Badou.
- Tak. No przecież gdzieś mnie zawozisz - uśmiechnęłam się do niego w lusterku. Poprawiłam krótką koszulkę i wróciłam do spoglądania przez okno. Oparłam głowę o szybę, po czym zapadłam w sen. Obudziłam się, kiedy Badou otworzył drzwi. Nie złapałam równowagi i wypadłam twarzą w ziemię.
- Smaczna trawa? - Zaśmiał się brat, wyciągając nowego papierosa z kieszeni płaszcza.
- Bardzo - wyplułam jej resztki, stając na nogi. - Musisz tyle palić?
- Wybacz siorka. Złe nawyki - wzruszył ramionami, siadając za kółkiem. - Dasz sobie radę sama czy z czymś ci pomóc?
- Dam radę - z bagażnika wyciągnęłam walizkę oraz niewielki plecak z naszywkami. Nie odwracając się ruszyłam w stronę akademika. Odetchnęłam głęboko, kiedy tylko znalazłam się w ogrodzie. Niektórzy uczniowie już przyszli. Siedzieli i rozmawiali o tym, co działo się u nich w wakacje. Jeśli szczęście mi dopisze, to Sonny już jest. Ale tak w sumie to nigdy nie mam szczęścia, więc chyba do wieczora będę musiała nacieszyć się swoim towarzystwem. Z tego co rozmawiałam z Akim, miał się pojawić dopiero na rozpoczęciu.
- Dzień dobry! - uśmiechnęłam się do klucznikowej, kiedy tylko weszłam do akademika
- Witaj Miliko - odpowiedziała tym samym. - Jesteś póki co pierwsza - powiedziała, sprawdzając palcem listę. - Pokój nr. 6. Będziecie mieli ciekawie w tyle osób - kobieta podała mi klucz oraz niewielką kopertę, gdzie był regulamin akademika. Te same, typowe zasady co zawsze. Ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam do pokoju. Kiedy skończyłam się rozpakowywać, zadzwoniłam do Sonny. Powiedziała że będzie przed rozpoczęciem, nie wcześniej. Jakieś problemy rodzinne. Westchnęłam, kładąc się na jednym z trzech piętrowych łóżek w pokoju. Nie zostało mi nic innego, jak czekać.
***
W końcu nadeszła piętnasta. Jeszcze pół godziny i rok szkolny się zacznie. Większość uczniów już przyjechała i zbita w niewielkie grupki, stali przed aulą. Szukałam jakiejś znajomej twarzy w całym tłumie. Ale nawet nie jest tak źle. U nas w całej szkole uczy się do 250 osób. To mało w porównaniu do innych. W końcu wypatrzyłam rudą czuprynę.
- Maresuke! - Zawołałam, podskakując lekko. Chłopak odwrócił się lekko. Obok niego stał Aki.
- Hej - wyspałam, kiedy udało mi się do nich dotrzeć. - Jak wakacje?
<Aki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz