- Już od kilku lat - odpowiedziałam, poprawiając kurtkę. - Wyjeżdżam tylko na wakacje.
- Ja jestem tu już chyba trzeci rok - zastanowiła się Sonny. Nagle zadzwonił jej telefon. Zerknęła na wyświetlacz, przeklinając pod nosem. - Wybaczcie. Problemy rodzinne - pomachała nam, odchodząc kilak metrów. - Czego?! - Krzyknęła, wściekła gestykulując.
- To tak często? - Spytał kot-demon.
- Zależy - wzruszyłam ramionami, podpierając się pod bok. - Często na początku roku. Potem rzadziej. Oprowadzić was? Mamy dużo czasu - uśmiechnęłam się lekko. - Zajęcia zaczynają się dopiero jutro. Wieczorem są jedynie zajęcia integracyjne dla pierwszorocznych, czyli teoretycznie dla ciebie - dodałam. - A tak to mamy wolne.
- Możemy się przejść. Nie będzie to przeszkadzać twojej koleżance? - Zerknął na dalej drącą się do telefonu Sonny.
- Wątpię - ruszyłam powoli przed siebie. - Gdzie mieszkasz?
- W Akademiku.
-Pokój numer sześć - dodał kot. Zatrzymałam się gwałtownie.
- Coooo? - Spytałam powoli.- Też tam mieszkam - spojrzeliśmy po sobie wzajemnie. - Zazwyczaj czegoś takiego nie ma - poczułam jak lekko czerwienieją mi policzki. - Góra na coś takiego nie pozwala.
- Musieli coś pokręcić - Rin pokiwał głową, drapiąc Kuro za uchem.
- Zostawmy to potem - ruszyliśmy w stronę przeciwną do akademika. Pokazałam chłopakowi stajnie, boiska, obserwatorium oraz część sal.
- Co tam jest? - Spytał Rin, wskazując na naprawdę stare, drewniane schody.
- Prowadzą do katakumb. Lepiej tam nie schodzić. Kilka lat temu znaleziono tam szkielety. Ale raczej służą do straszenia maluchów - zaczęłam skubać końcówkę ogona.
Rin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz